czwartek, 8 maja 2014

Rozdział III

Wszystko układało się na razie po mojej myśli. Dwa dni temu zaczęłam pracę, a teraz siedzę i projektuję sukienkę na ślub Shakiry z Pique! Jestem wniebowzięta, że ktoś taki jak Shakira chce żebym to właśnie ja zaprojektowała jej suknię ślubną i garnitur dla Gerarda. Musi być ona idealna i jedyna w swoim rodzaju, nie chce zawieść młodej pary. Przez ostatnie dni zaprzyjaźniłam się z piosenkarką. Praktycznie widujemy się codziennie. Czasem pomagam jej przy Milanie, przesłodkie dziecko. Wyglądają razem tak cudownie, że można określić ich rodziną idealną.

- Dosyć tej pracy, bo mi się tu zamęczysz. Zapraszam Cię na trening! Nie chce nawet słyszeć, że nie masz ochoty. Już raz, dwa, trzy! -zaśmiał się Marc i pociągnął mnie za rękę. - Zaraz dam Ci swoją koszulkę żebyś wyglądała jak przystało na kibica najlepszego klubu na świecie!
Nie miałam nic do gadania. Mój brat jak się na coś uprze to już koniec. Wzięłam tylko torebkę i możemy już wychodzić. Ludzie w Barcelonie są przemili, każdy się do mnie uśmiechał, machał a czasem nawet podchodził. Kiedy weszłam na Ciutat Esportiva od razu można było dostrzec wesołych piłkarzy Barcelony. Marc przedstawił mnie swojemu trenerowi Martino i poszedł się przebrać, a ja zasiadłam na trybunach.
- No proszę kogo moje oczu tu widzą -usłyszałam głos Alexisa i na sam jego widok uśmiechnęłam się. -Cieszę się, że tu przyszłaś -spojrzał na mnie swoim cudownym wzrokiem i pobiegał w kierunku swoich kolegów, którzy go wołali.
Uśmiechnęłam się do siebie. Całą swoją uwagę skupiałam tylko i wyłącznie na Sanchezie. Pewnie dlatego, że co chwilę coś do mnie krzyczał, albo uśmiechał się. Usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Miałam taki bałagan w torbie, że nie mogłam go znaleźć. Pochłonięta szukaniem komórki nie zauważyłam jak w moją stronę leci piłka i trafia wprost na moją głowę.
- Widzisz co najlepszego zrobiłeś? Nie dość, że Cię dziewczyna nie lubi to jeszcze ją piłką w głowę trafiasz -powiedział Alexis i szturchnął swojego kolegę.
Otwarłam pomału oczu, a wokół mnie było całe zbiorowisko. Chyba wszyscy piłkarze i trenerzy stali nade mną.
- Nic Ci nie jest? Bardzo Cię przepraszam. Naprawdę nie chciałem Cię trafić to było przypadkowe. Przepraszam!
Ten głos już był mi tak bardzo znany, że aż to było do znudzenia. Cesc.
- Nie wierzę..znowu Ty? Nie dotykaj mnie. Czy do Ciebie kiedykolwiek dotrze, że masz mnie nie dotykać, ani za rękę ani za nogę, ani za głowę. Daj mi spokój! -gwałtownie się podniosłam. I to był zły pomysł, momentalnie zakręciło mi się w głowie i zachwiałam się.
- Nie wstawaj! Zaraz zabierzemy Cię do szpitala. I nic nie mów, tym razem musi Cię zbadać doświadczona osoba -powiedział Marc i spojrzał zdenerwowany na Fabregasa.
- Ty już lepiej stąd odejdź, bo jak się dziewczyna ocknie to Ci odda z podwojoną siłą. -powiedział Alves i pokręcił głową.
Cesc był całkowicie skołowany tą sytuacją. Widać było, że się bardzo przejął i miał wyrzuty sumienia. Wiedział, że to nie było celowe, ale teraz dziewczyna ma go już totalnie za skończonego dupka. Chciał pojechać razem z resztą do szpitala, ale Bartra kategorycznie mu tego zakazał.


****


Czułam się jakby moja głowa miała zaraz wybuchnąć. Ten ból był nie do opisania. Do tego wszystkiego robiło mi się niedobrze. Ten strzał musiał być naprawdę bardzo mocny. Obudziłam się lekko zdezorientowana, obok mnie siedział mój brat Shaki i Alexis. Jedyne co pamiętam to, że szukałam telefonu. A kto sprawił mi taką niespodziankę w postaci strzału piłką w głowę? To był Cesc! Tak to on. Jeszcze pamiętam jak nakrzyczałam na niego. Znowu wyszłam na wredną, a tak naprawdę mało kto zna mój powód nienawiści do niego. Ale mimo to i tak chyba przesadziłam, powinnam trzymać swoje emocje w sobie, a nie tak zaraz wybuchać.
- Jak się czujesz? -usłyszałam zatroskany głos brata.
- Trochę boli mnie głowa, ale będę żyła. -zaśmiałam się i zacisnęłam jego dłoń.
- Całe szczęście to nic poważnego. Będziesz mogła już dzisiaj wyjść, ale musisz odpoczywać przez najbliższe 3-4 dni. - pogłaskał mnie po głowie i ucałował w czoło.
Dobrze wiedziałam jaki mój brat jest opiekuńczy i teraz nie da mi spokoju. Będzie kazał mi leżeć cały czas w łóżku. Na samą myśl jeszcze bardziej mnie bolała głowa.
- Swoją drogą to nieźle nawrzeszczałaś na Cesca. Może powiesz co Ci zrobił? Oprócz tego uderzenia piłką. -zapytał Marc i spojrzał na mnie.
- Nic. Byłam zła za to, że mnie walnął tą piłką. Pewnie tak samo zachowałabym się w stosunku do innego piłkarza -przewróciłam oczami.
Musiałam skłamać, wiedziałam że jak mu powiem prawdę to ten jeszcze bardziej się wkurzy i stałoby się jakieś nieszczęście, wole tego uniknąć. Już wystarczająco namieszałam. Z pomocą Alexisa i mojego brata jakoś doszłam do samochodu. Kiedy byliśmy już na miejscu na schodach wejściowych siedział Fabregas i trzymał dłonie na twarzy. Od razu jak nas zobaczył to szybko wstał i podszedł do mnie.
- Jak się czujesz? Nic Ci nie jest? Wszystko w porządku? Bardzo Cię przepraszam, nie wiem już co mam ze sobą zrobić, kompletny idiota ze mnie -zaczął to mówić z przejęciem..
- No z tym ostatnim to się zgodzę. Nie martw się będę żyła -odpowiedziałam i zaśmiałam się.
Nie sądziłam, że Cesc ma uczucia, a jednak jest jeszcze w nim trochę człowieka. Zawsze chodzi taki pewny siebie, nie przejmuję się nikim ani niczym, a tutaj proszę. W sumie trochę strachu dobrze mu zrobi. Może przemyśli swoje zachowanie i będzie wiedział, że dziewczyna też ma uczucia i nie jest zabawką. Spojrzałam się na swojego brata, który uważnie się nam przyglądał. Mogłam już zachować dla siebie to zdanie z tym idiotą żeby nie wzbudzać podejrzeń.
- Może jeszcze będą z Ciebie ludzie - Alexis poklepał po plecach zmartwionego kolegę i wszedł do domu.


*Marc*


Zachowanie Cat wobec Cesca mnie zastanawiało. Zawsze gdy był w pobliżu ona uciekała, albo mu dogryzała. Z reguły nigdy taka nie była więc o co może chodzić? Czyżby jej coś zrobił? Albo sprawił przykrość? Miałem tyle pytań, a na żadne nie znałem odpowiedzi. Albo może mi się tylko wydaję? Przecież gdyby coś się działo to na pewno by mi powiedziała. Zresztą zauważyłem, że dobrze dogaduję się z Alexisem i wydaję mi się, że Fabregas nie namieszał jej w głowie. To mądra dziewczyna i nie da się omotać pierwszemu lepszemu podrywaczowi. Szanuję Cesca, ale jeśli chodziło o moją siostrę to nie chce żeby cokolwiek ich łączyło oprócz zwykłej znajomości.


****


- Dziękuję, że tak się o mnie martwisz i tylko tracisz na mnie swój czas. -spojrzałam w jego ciemne oczy.
- Daj spokój dla mnie to sama przyjemność. -odpowiedział Alexis i przybliżył się do mnie.
Do pokoju wtargnął Cesc. Czy on zawsze musi w czymś przeszkodzić? Nie chciałam już krzyczeć na niego i pokazywać jak bardzo mnie irytuję.
- Sanchi możesz zostawić nas na chwilkę samych? -zapytał się i spojrzał proszącym wzrokiem swojego kolegę. Ten wstał i wyszedł z pokoju.
- Słuchaj wiem, że myślisz o mnie w samych negatywach i nie dziwię Ci się, bo zachowywałem się jak skończony idiota. Chciałem Cię przeprosić za swoje zachowanie i przysiądź poprawę. -zerknął na mnie licząc na wybaczenie.
- Samym przepraszam nie załatwisz sprawy. -odpowiedziałam i spojrzałam na niego dość chłodnym wzrokiem.
- To może jakiś wspólny wypad? -zerknął na mnie ochoczo, a mnie zatkało.
- Nie Cesc. To chyba nie jest najlepszy pomysł. Ja muszę teraz odpoczywać, potem mam masę pracy. W zasadzie brak wolnego czasu. -to była tylko wymówka, widziałam że nie mogę się z nim umówić. To jest zupełnie inny typ faceta, który bawi się tylko kobietami, a to że tutaj przyszedł i przeprosił o niczym nie świadczy.
- Jakbyś zmieniła zdanie, będę czekał.
- Idź już lepiej. -odpowiedziałam i odwróciłam się na drugi bok.
Przyszedł i przeprosił i myśli, że to wszystko załatwi? Nie, nie ze mną takie numery. Nie tym razem. Nie jestem pustą i nawiną laską jakie miał w zwyczaju poznawać. Już przekonałam się jakim typem faceta jest. Zaciągnąć do łóżka, a potem zostawić. Drugi raz bym tego nie zniosła. Już miałam dość tego dnia, dlatego wtuliłam się w poduszkę i usnęłam.


****


- Po co Ty ją tak męczysz? Przecież widzisz, że nie ma ochoty z Tobą rozmawiać. Nie musisz jej tak ciągle nachodzić. -odezwał się Alexis i podszedł bliżej do Fabregasa.
- Chciałem tylko przeprosić, naprawdę mi przykro, że przeze mnie teraz musi leżeć. A zresztą dajcie mi już spokój. -Fabs minął przyjaciela i udał się w stronę schodów.
Sanchez patrzył na niego zdziwiony. Czy to na pewno ten Cesc, którego znają wszyscy? Nikt nigdy go takiego nie widział. Dziwne. Facet w końcu zaczął mieć uczucia.


*Tydzień później*


Czuję się już znaczenie lepiej. Ból głowy już dawno mi minął. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz. Dlaczego od ponad tygodnia nie miałam w ogóle okazji spotkać Cesca. Nie przychodził do mojego brata, a zawsze był tutaj stałym bywalcem. Może mnie unika? Zresztą, dlaczego ja w ogóle o nim myślę? Przecież go nie lubię, tak bardzo irytuję mnie jego obecność, ale..mimo to o nim myślę. Cat, przestań! To jest zwykły dupek, który chcę Cię tylko zaliczyć. Nie warto tracić na niego czasu. Skoro nie przychodzi to lepiej dla mnie. Nie muszę się chować i przed nim uciekać czy go zbywać. Mój brat miał właśnie dzisiaj wrócić z meczu, grali na wyjeździe i z tego co było mi wiadomo to wygrali. Marc pomimo, że nie zawsze gra w pierwszym składzie to bardzo angażuję się w grę. Chce udowodnić trenerowi jak ważnym zawodnikiem jest i może być w przyszłości dla klubu. Bardzo cieszę się, że tak powodzi mu się w życiu zawodowym, ciągle opowiada mi różne historię z treningów, czy jakieś anegdotki z meczów. Jednak nigdy nie opowiadał mi o żadnej dziewczynie. Nie podoba mu się nikt? Przecież jest przystojnym mężczyzną i na dobrą sprawę mógłby mieć każdą, którą sobie zapragnie. Pamiętam jego ostatni związek, bardzo przeżył rozstanie ze swoją partnerką i od tego czasu nie związał się z nikim. Ba! Nawet nie umawiał się z żadną dziewczyną. Mam nadzieję, że w końcu spotka kobietę swojego życia, bo zasługuję by być w pełni szczęśliwy. Z rozmyślań wyrwał mnie telefon. Kto mógł do mnie dzwonić?
- Hej kochana! -usłyszałam w słuchawce głos Shaki. Od razu się uśmiechnęłam. - Masz jutro trochę wolnego czasu? -zapytała.
- Myślę, że znajdę ale dopiero tak od 18:00, a o co chodzi? -zapytałam zaciekawiona.
- Miałam bym do Ciebie ogromną prośbę. Mogłabyś na wieczór zostać z Milanem? Bo razem z Gerardem chcieliśmy spędzić wspólnie czas. -blondynka mówiła to trochę niepewnie.
- Jasne! Bardzo chętnie zaopiekuję się tym szkrabem! -uśmiechnęłam się i pożegnałam z przyjaciółką.
Uwielbiałam małe dzieci, były takie kochane i urocze. A Milan był naprawdę przesłodki i do tego spokojny. Na samą myśl uśmiechnęłam się do siebie i zabrałam za projekty.


_________________________

No i kolejny rozdział za mną, trochę dziwnie mi się go pisało i nie jestem z niego zadowolona za bardzo. Mam jedynie nadzieję, że wam przypadnie do gustu. Czekam na komentarze i opinie :)

2 komentarze:

  1. Mogłaby być z Alexisem wcale bym się nie obraziła :D
    Kocham takie długie rozdziały ;3
    Coś czuję że nie długo coś wydarzy się ws. Cesca :))

    OdpowiedzUsuń