sobota, 17 maja 2014

Rozdział IV

Usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. To pewnie mój brat pomyślałam i dalej pracowałam. Wyglądał na zdenerwowanego, rzucił gdzieś torbę w kąt i wszedł do salonu.
- Długo chciałaś to przede mną ukrywać? -zapytał zdenerwowany i zacisnął pięść. W pierwszej chwili nie wiedziałam o co mu może chodzić, ale chwilę później się domyśliłam.
- Marc, uspokój się i usiądź. Powiedz o co Ci chodzi, nie umiem czytać w myślach. -odpowiedziałam i usiadłam na kanapie. Ten jednak nadal latał po całym pokoju jak oszalały.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że ten babiarz Cesc się do Ciebie tak przystawia? -zapytał i spojrzał na mnie ze złością.
- Przestań! Zaraz tam przystawia..Nic złego mi nie zrobił, daj sobie spokój -próbowałam zachować spokój.
- Nie kłam! Wiem wszystko i proszę Cię nie kręć. Nie chce go widzieć, że kręci się wokół Ciebie. To jest w ogóle innym typ faceta, nie nadaję się do stałego związku. -powiedział rozgniewany i dopiero teraz usiadł obok mnie.
- Przecież nawet się z nim nie spotykam i nie mam tego w planach. Zresztą chciałam uniknąć takiej sytuacji jak teraz. I proszę Cię następnym razem trochę spokojniej, nie mam 10 lat i nie musisz mi mówić jak mam sobie układać życie. -podniosłam się i wyszłam z salonu.
Przyznam zdenerwował mnie trochę. Zamiast porozmawiać najpierw ze mną to robi jakieś sceny jakby nie wiadomo co się stało. Po za tym nie powinien chyba zabraniać mi kontaktów z kimś? Zresztą jakoś nie miałam ochoty na to by bliżej poznawać Cesca, wręcz przeciwnie chciałam tego uniknąć. W ogóle skąd on o tym się dowiedział? Jedyna osoba, która o tym wiedziała był Alexis. Czyżby mu o wszystkim powiedział? Prosiłam go żeby to zostało między nami, bo nie chciałam denerwować swojego brata i tworzyć konfliktu pomiędzy nim, a Fabregasem. Nie chciałam się kłócić ze swoim bratem miałam nadzieję, że szybko to sobie wyjaśnimy.


*****


Siedziałam w kuchni i popijałam kawę. Zaraz właśnie miałam wychodzić do Gerarda i Shaki żeby zająć się Milanem na całą noc. Wzięłam tylko potrzebne rzeczy i byłam gotowa do wyjścia. Wcześniej już wyjaśniłam sobie całą sytuację z bratem. Przeprosił mnie za swoje zachowania, a ja jego że zataiłam ten fakt przed nim. Chociaż nadal uważam, że jakby się o tym nie dowiedział to byłoby znacznie lepiej. Taksówka czekała na mnie, więc szybkim krokiem wyszłam z domu. Kiedy byłam już na miejscu, zobaczyłam Pique jak stoi na podwórku, przywitałam się i weszłam do domu.
- Gdzie Shakira? -zapytałam.
- Nie ma już jej, pojechała załatwić jeszcze jakieś sprawy i prosto z miasta pojedzie do restauracji. Wszystkie potrzebne rzeczy masz w kuchni, gdyby coś się działo  to dzwoń. A żeby Ci nie było smutno samej to znalazłem Ci towarzysza. -piłkarz ucałował mnie w policzek i wsiadł do samochodu. Pomachałam mu jeszcze ręką i weszłam do domu. Wchodząc usłyszałam śmiech malucha, uśmiechnęłam się i poszłam do pokoju w którym się znajdował.
- Cześć Catina! -usłyszałam głos mężczyzny i zatkało mnie.
- Alexis co Ty tu robisz? -zapytałam zaskoczona i lekko zdezorientowana.
- Robię za nianię. Właściwie to chyba razem będziemy współpracować. -uśmiechnął się i zrobił miejsce na kanapie.
W co oni mnie wpakowali?  Ale przyznam, ze to jest miła niespodzianka, lubiłam towarzystwo piłkarza.
- Nie spodziewałam się Ciebie tutaj -zerknęłam na niego.
- Proszę.. usiądź nie gryzę. -zaśmiał się i ponownie zaprosił mnie na kanapę.
Przy Sanchezie czułam się taka wyluzowana. W zasadzie już od pierwszego dnia kiedy tu przybyłam złapałam z nim wspólny kontakt. Mamy te same poglądy na wiele spraw, interesujemy się podobny rzeczami, poczucie humoru również mamy podobne. Dobrze jest mieć takich znajomych.
Maluch po obejrzeniu bajek, wykąpaniu się, poszedł spać. W sumie nie sądziłam, że dzieci w jego wieku mogą być tak spokojne. No, ale lepsze ciche dziecko niż takie które by robiło w domu tornado. Alexis włączył jakąś komedię romantyczną, ale szczerze mówiąc to byliśmy pochłonięci bardziej rozmową niż oglądaniem filmu. Piłkarz opowiadał mi śmieszne historię, które przytrafiały się jemu i mojemu brata. Dawno się tak nie uśmiałam, prawie popłakałam się ze śmiechu.
- Twój braciszek nie jest taki grzeczny na jakiego wygląda. -zaśmiał się i upił łyk soku.
- No wyszło szydło z worka. -poruszyłam brwiami i uśmiechnęłam się.
- Powinnaś się częściej do mnie uśmiechać, bo wtedy pięknie wyglądasz. -piłkarz przybliżył się do mnie, a ja zarumieniłam się.
- Oj Sanchi! Dlaczego Ty od samego początku próbujesz mnie zawstydzić? -przewróciłam oczami i spojrzałam błagalnym wzrokiem na piłkarza.
- Musisz mi to wybaczyć, ale nie mogłem się powstrzymać -odpowiedział i nalał nam coś do picia. Nie piliśmy alkoholu, bo w końcu mieliśmy pod opieką małe dziecko.

Właśnie przyszła Shakira i Geri. Trzeba przyznać, że mają wyczucie czasu. Para od razu dopytywała się czy ich pociecha nie robiła nam wielu kłopotów. Jak oni mogli uważać, że taki aniołek jak Milan może robić jakiś kłopot? W zasadzie to nic już nas tu nie trzymało. Pożegnaliśmy się ze znajomymi, którzy nam dziękowali za pomoc. Sanchez zadeklarował się, że odwiezie mnie do domu. Kiedy byliśmy już na miejscu wysiadł i odprowadził mnie bezpiecznie pod same drzwi mieszkania.
- Obiecałem, że dostarczę Cię całą i zdrową do domu. Musiałem dotrzymać słowa. Dziękuję za wspaniały wieczór i mile spędzony czas.
- To ja dziękuję. -uśmiechnęłam się.
-Mam nadzieję, że to nie ostatnie nasze takie spotkanie - piłkarz przybliżył się do mnie i złożył na moim policzku całusa i skierował się w kierunku swojego samochodu.


*Alexis*


Coś dziwnego ostatnio się ze mną dzieję. Nie mogę przestać o niej myśleć to jest silniejsze ode mnie. Uwielbiam z nią rozmawiać, jej śmiech i zapach. Jest zupełnie inna od reszty kobiet, które spotykałem. Catina była taka zmysłowa, delikatna. Pragnę ją bliżej poznać, dowiedzieć się co lubi, jak wcześniej wyglądało jej życie. Jedyne czego chce to bliżej ją poznać i móc spędzić z nią jak najwięcej czasu. Martwi mnie jedynie jedno. Cesc..czuję, że dopnie swego zrobi wszystko by ją do siebie przekonać.


****


- Czy Ty i Alexis się spotykacie? -zapytał Marc wchodząc do salonu.
- Tak, ale tylko jako znajomi -odpowiedziałam i dalej wypełniałam faktury, których miałam całą masę.
- Na pewno? Ostatnio chodzi taki zadowolony na treningu przykłada się. Nie masz z tym nic wspólnego? -zapytał zaciekawiony wziął krzesełko i usiadł obok mnie.
- Daj mi spokój. Nie przyjechałam tutaj szukać chłopaka tylko do pracy. Zresztą Sanchi to dobry kolega i nic więcej. A teraz weź tą rękę, bo chce do jutra to skończyć -odpowiedziałam i zsunęłam dłoń brata, która leżała na moich fakturach.
Dzisiejszego dnia wszystko mnie denerwowało. Sama nie wiem dlaczego tak było. Może zbyt dużo pracy? Nic mi nie wychodziło i na niczym się nie mogłam skupić. Od dłuższego czasu nie widziałam już Fabregasa dziwiło mnie to, bo zawsze był tutaj stałym gościem. A teraz nagle jakby się przepadł. Dlaczego ja właściwie o nim myślę? Przestań! Wybij go sobie z głowy. Przecież go nie lubię, a właśnie teraz siedzę i zastanawiam się co robi. Dobrze, że Marc nie czyta mi w myślach, bo by mnie chyba w tym momencie zabił. Nie chce zniszczyć pomiędzy nimi tej przyjaźni. Wiem jaki jest Cesc w stosunku do kobiet, ale podobno jako przyjaciel spisuję świetnie. Może nie jest taki zły na jakiego wygląda? Nie, co ja bredzę. On jest gorszy na jakiego wygląda. Totalnie zgłupiałam chyba. Muszę się trzymać tego, że go nie lubię.
Nagle do domu wbiegł zdyszany Pique. Przestraszyłam się, bo wszedł niczym piorun cały roztrzęsiony.
- Co się stało? -zapytałam zaniepokojona i podeszłam do piłkarza.
- Jechałem do was i rozbiłem cały przód mojego pięknego samochodu. -odpowiedział i zrobił smutną minkę.
- Ale Tobie nic się nie stało z tego co widzę. odpowiedziałam i spojrzałam na piłkarza, aby upewnić się czy z nim wszystko w porządku.
- Mi nie. Ale co ja teraz zrobię bez mojego cudeńka? To było moje oczko w głowie. -usiadł i opuścił głowę w dół.
- Piłkarze.. -westchnęłam i skierowałam się do kuchni aby zrobić coś do picia.
Na dół zeszedł mój brat i wysłuchał tej 'strasznej' historii o jego samochodzie. Pokręciłam tylko głową i zastanawiałam się czy to ja jestem dziwna czy oni. Geri o mało co się nie popłakał jak mówił o swoim aucie.
- Dlaczego tak rozpaczasz? Przecież masz tyle pieniędzy, że możesz kupić sobie 10 takich samochodów. -powiedziałam i przewróciłam oczami.
Obaj dziwnie się na mnie spojrzeli.
- Kobiety..one nigdy tego nie zrozumieją. - powiedział Marc jednocześnie kręcąc przy tym głową.
Lepiej usunę się z tego pokoju, bo zaraz mnie zabiją tym swoim spojrzeniem. Wolałam się już nic nie odzywać, aby nie urazić Gerard i jego 'cudeńka' jak on sam nazwał swoje auto.Albo może lepiej wyjdę z domu, bo naprawdę zaraz nie wytrzymam ze śmiechu jak słyszę te opowieści Pique jakie to piękne chwilę przeżył ze swoim samochodem. A myślałam, że to ja jestem dziwna. Przebrałam się w coś bardziej wyjściowego i wyszłam z domu. W sumie jestem tutaj jakiś czas, a nigdy nie miałam okazji podziwiać widoków tego pięknego miasta. Rozglądałam się na wszystkie strony. Zobaczyłam stoisko w którym było pełno gadżetów klubowych Barcelony. Było tam wszystko od skarpetek po majtki, koszulki, bluzy. Zerkałam na ludzi, którzy z dumą nosili klubowe barwy uśmiechając się przy tym. To miasto było przepełnione radością. Wszyscy byli do siebie przyjaźnie nastawieni. Podeszłam do jednej z koszulek na której widniał numer '4' a u góry był napis Fabregas.
- Ładnie byś w niej wyglądała. -usłyszałam za sobą głos. - Chcesz kupić? -dodał.
- Nie, nie wiedziałam, że grasz w numerze 4. -odpowiedziałam i chciałam się przejść, ale Cesc automatycznie zablokował mi przejście.
- Wybierasz się gdzieś? -uśmiechnął się i spojrzał na mnie swoimi ciemnymi tęczówkami.
- Może. -odpowiedziałam i spojrzałam na piłkarza, który ciągle stał przede mną nie chcąc mnie przepuścić. Przez chwilę tak staliśmy bezczynnie i wpatrywałam się w jego brązowe oczy. Dlaczego ja właściwie go nie ominę i nie pójdę sobie dalej? Ale kiedy chciałam to zrobić on ciągle stawał mi na drodze.
- Nie dasz za wygraną prawda? -zapytałam.
- Po prostu nie jestem taki za jakiego mnie uważasz. odpowiedział i zrobił krok w moją stronę.
- Jesteś Cesc. A teraz pozwól, że przejdę śpieszę się mam jeszcze do załatwienia kilka spraw -odburknęłam, a ten nadal stał mi na drodze.
- Jeśli dasz się zaprosić na kolację to zejdę. -odpowiedział i poruszył śmiesznie brwiami.
- Wystarczy, że wybiorę numer Marca i wtedy zejdziesz mi z drogi w podskokach, chcesz tego? -odpowiedziałam, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech triumfu.
Piłkarz w tym momencie przesunął się, a ja mogłam swobodnie przejść. Jednak z jego twarzy nie zniknął uśmiech, uważnie się mi przyglądał i obserwował każdy mój ruch. Szczerze? Nawet mi to nie przeszkadzało, teraz czułam się pewnie w swoim ciele. I jego wzrok mnie nie rozpraszał. Odwróciłam się jeszcze niepewnie, a on nadal stał w tym samym miejscu i mi machał. Zaśmiałam się do siebie i ruszyłam w kierunku domu.

_________________

Leci do was IV rozdział! Jak się podoba?
Dzisiaj Barcelona rozgrywa swój ważny mecz z Atletico. Jeśli wygramy to obronimy tytuł. Mam nadzieję, że dzisiejszego dnia Cules będą mieli powody do radości!

3 komentarze:

  1. Nie nie nie może ulec Fabregasowi :P A co z Alexisem ?
    Mam tyle pytań a rozdział jest cudny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fabregas jest taki awwww... ale Alexis też fajny :D Ciekawi mnie bardzo, jak to się dalej rozkręci. Rozdział bardzo mi się podoba, czekam na kolejny! :)

    ~ @jordialbanana

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba najlepszy rozdział jak do tej pory, czekam na więcej :) @wpuscmnie

    OdpowiedzUsuń